Dawno mnie nie było, zmieniłam adres, straciłam stałych czytelników.
Cóż, tak bywa.
___________________
Co się u mnie dzieje?
Już wczoraj planowałam tego posta.
Nie wiem kompletnie jak zacząć, więc napiszę po prostu co mi leży i tyle no :<
_______________
Na początek to co się ostatnio niespodziewanie zaczęło na nowo, skończyło się po kilku dniach. Szczerze mówiąc nie płakałam z tego powodu ani nawet mi smutno nie było... Chyba przeczuwałam, że tak prędzej czy później będzie, zrobiła się zbyt duża przepaść, żeby zbudować jakikolwiek most...
W szkole też nie najlepiej. Mam wrażenie, że wszyscy mnie wykorzystują. Na polskim, siedząc w 3-osobowej ławce tylko ja robię zadania na lekcji bo "jestem taka mądra i wgl" -.- Prawda jest taka że Sandrze i Monice nie chce się dupy ruszyć i po prostu pomyśleć nad zadaniem. Poza tym w ostatnich dniach chyba nie było przezwiska rymującego się z moim imieniem, którego bym nie usłyszała: Mocarelka, Brukselka, Elka Sknerka... Zaczęło się na obozie w Niemczech i trwa do dziś, OK.
Tak na serio to nawet nie mam z kim wyjść się "odhamic" po szkole, bo Paulina ma zajęcia w szkole muzycznej a reszta znajomych mieszka w DGL. No a Marcin, jedyny, który chciałby gdziekolwiek ze mną wyjść mieszka jakieś... 30km ode mnie -.-
W sumie nie mam teraz bliższych znajomych. Moja egzystencja w szkole opiera się na wiecznych żartach i wygłupach, nawet jak nikogo to nie śmieszy. Albo się wkurzam z byle powodu, bo niby moja klasa to ludzie rocznikowo 17-letni, a nie wiedzą kiedy przestać, kiedy ich "żarty" mogą kogoś urazić.
A jak jest w domu? Cóż, nic się nie zmieniło, no oprócz tego, że złapałam delikatnie lepszy kontakt z mamą. Z siostrą wojny ja zawsze, ojca widuję tylko wieczorem, bo późno przychodzi z pracy...
W sumie jak przychodzę do domu to czuję... pustkę. Zrobię co mam zrobić, idę do pokoju, jeśli mam się na coś uczyć to się uczę a jak nie to popołudnia/wieczory spędzam na Twitterze. Tam przynajmniej mogę pisać coś od siebie. Chociaż nie wszystko, bo wciąż nie mogę przeboleć, że pewne osoby notorycznie obserwują moje ruchy, czekają aż mi się powinie noga, żeby się tylko pośmiać i poobgadywać -.- Ot, kolejna postawa godna powrotu do przedszkola.
A teraz powiem o osobie z mojego bliskiego dość otoczenia. Powiem krótko: obserwuję ją od dłuższego czasu i mogę stwierdzić, że otacza się "przyjaciółmi" (jak twierdzi), ale potem jak im się "kruszy" to nawet nie próbuje tego ratować tylko czasem nawet pomaga temu. Poza tym potrafi tego przyjaciela, który przestał być przyjacielem nieźle obgadać...
Ostatnio (jakieś 2 tygodnie temu, 2 tygodnie z rzędu) miałam taki mętlik, że mimo dobrego humoru sięgnęłam po temperówkę (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi) i nie mogłam tego powstrzymać, to było silniejsze. Dzięki temu byłam jakiś czas... normalna? Ale na szczęście potem rozmawiałam z internetową przyjaciółką i ona powiedziała piękną rzecz... :') I więcej tego nie zrobiłam :)
Podsumowując, mam mętlik, nie wiem jak to przetrwać i nie mam w nikim wsparcia.
Albo wszyscy się zmienili wokół mnie albo to ja się zmieniłam.
W sumie nie wiem co jest gorsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz